Nie jest to moja pierwsza niedziela dla włosów, lecz jest to mój debiut blogowy (przy okazji proszę o wyrozumiałość, dopiero się uczę blogowania). Mój dzień dla kłaczków odbył się w sobotę. Rano przygotowałam miksturę z maski Kaloss Botox, aloesu oraz oleju z orzechów włoskich
Całość wylądowała na wilgotnych włosach i została tam przez kilka godzin. Podczas spłukiwania czułam, że włosy są miękkie i bardzo nawilżone. Umyłam skalp szamponem YR z dodatkim cukru. Na koniec na kilka minut nałożyłam odżywkę z planeta organic z pomarańczą i chili, Zawsze jak jej używam to czuje zapach świąt Bożego Narodzenia. Włosy wyschły naturalnie a końce zabepieczyłam serum z Mariona.
Jak wyżej wspominałam dzięki pogodzie mamy więcej czasu lecz wysoka wilgotność spowodowała wielki puch. Dodatkowo mógł go spowodować Kaloss, który zachwalany w blogosferze moim włosom nie służy.
| zdjęcie z lampą |
| w naturalnym świetle |
| zdjęcie z lampą |
A jak wasza niedziela dla włosów?
