Nie jest to moja pierwsza niedziela dla włosów, lecz jest to mój debiut blogowy (przy okazji proszę o wyrozumiałość, dopiero się uczę blogowania). Mój dzień dla kłaczków odbył się w sobotę. Rano przygotowałam miksturę z maski Kaloss Botox, aloesu oraz oleju z orzechów włoskich
Całość wylądowała na wilgotnych włosach i została tam przez kilka godzin. Podczas spłukiwania czułam, że włosy są miękkie i bardzo nawilżone. Umyłam skalp szamponem YR z dodatkim cukru. Na koniec na kilka minut nałożyłam odżywkę z planeta organic z pomarańczą i chili, Zawsze jak jej używam to czuje zapach świąt Bożego Narodzenia. Włosy wyschły naturalnie a końce zabepieczyłam serum z Mariona.
Jak wyżej wspominałam dzięki pogodzie mamy więcej czasu lecz wysoka wilgotność spowodowała wielki puch. Dodatkowo mógł go spowodować Kaloss, który zachwalany w blogosferze moim włosom nie służy.
| zdjęcie z lampą |
| w naturalnym świetle |
| zdjęcie z lampą |
A jak wasza niedziela dla włosów?
U mnie był Kallos Omega, który też ma dobre opinie w internecie ;) Botoxu jeszcze nie próbowałam.
OdpowiedzUsuńRównież używam Kallos Omega, bardzo lubię :) Chyba najbardziej do tej pory służył mi Kallos Keratin.. jednak mam chrapkę na Botox :)
OdpowiedzUsuńJak spisuję się olej z orzechów laskowych?
Olej z orzechów włoskich spisuje się całkiem nieźle. Włosy po nim są błyszczące i miękkie. Kosztował coś koło 5 zł i jest mega wydajny. Polecam :)
UsuńO oleju z orzechów włoskich jeszcze nie słyszałam. Ciekawa jestem jak sprawdziłby się na moich włosach.
OdpowiedzUsuńMoje włosy są suche i wymagające. Jak narazie olej sprawuje się dobrze :)
Usuń